Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Nie bój się...

    Oto Ja, nie bój się!"… długo się zastanawiałam, co te słowa dla mnie znaczą, czy potrafię sobie przypomnieć, kiedy Pan Bóg do mnie powiedział „nie bój się!". Na początku przychodziły mi do głowy różne egzaminy, ciężkie decyzje, zdenerwowanie przed wystąpieniem, jednak za każdym razem uznawałam, że to nie to. To znaczy, oczywiście czułam obecność Pana Boga, w tych chwilach, ale chyba nie o to mi chodziło, nie o taki strach.

    Kiedy rozmawiałam ze znajomym księdzem i koleżanką odnośnie nowego projektu w diecezji, w końcu sobie uświadomiłam, co naprawdę napawało mnie strachem, lękiem… baa… w zasadzie nadal czuję się w tych chwilach niepewnie. Teraz prawdopodobnie zastanawiasz się, czego się bałam. Pająków? Węży? Samotności? A może ciemności? Nic z tych rzeczy!

    Wyobraź sobie, że najbardziej bałam się wejścia we wspólnotę! Dołączenia do grupy ludzi, których kompletnie nie znam, a którzy już tworzą pewną jedność. Być może, pomyślałeś sobie teraz, czego się tu bać, przecież po to są duszpasterstwa/ wspólnoty/ ruchy, by się w nie angażować.

    Jak najbardziej masz rację, tylko czasem jest tak, że to, co w pewien sposób ma nam pomóc w życiu, w rozwoju, na początku nas paraliżuje. Czego się bałam? Tego, że ktoś się na mnie krzywo spojrzy, że nikogo nie będę znała, że będę siedzieć, jak ten przysłowiowy „kołek", a wszyscy inni będą się świetnie bawić. Bałam się, że z jednej strony nie będę miała z kim rozmawiać, a z drugiej, że stracę swoją anonimowość, bo jeszcze komuś przypadkiem przyjdzie do głowy zadać mi jakieś pytanie.

    Nie raz w domu słyszałam od rodziców, żebym dołączyła do jakiejś wspólnoty, że to mi pomoże, że poznam ludzi, którzy mają takie same wartości jak ja. Nic mnie tak wtedy nie denerwowało, jak te słowa. No bo przecież, jak wytłumaczyć swoim rodzicom i rodzeństwu, że ja naprawdę bardzo chciałabym działać w jakiejś wspólnocie, ale tak się boję otworzenia drzwi od pomieszczenia, gdzie ci ludzie się spotykają, że nie ma szans, żebym się zaangażowała. Oczywiście, jak były rekolekcje akademickie, czy Msza św. dla młodzieży w kościele, to bez większego problemu brałam w nich udział, bo wydawało mi się, że zniknę gdzieś w tłumie. Co ciekawe, nie przeszkadzało mi to również w kilkukrotnym udziale w Pielgrzymce Zaufania przez Ziemię (Taize), czy też w Światowych Dniach Młodzieży, bo tam widziałam się z określoną liczbą osób, przez konkretny czas, a potem można było „zniknąć".

    To właśnie podczas Światowych Dni Młodzieży usłyszałam od Pana: „Oto Ja, nie bój się!". Choć słowa te były wypowiedziane za pośrednictwem papieża Franciszka, podczas Mszy Rozesłania na Copacabanie i brzmiały „Idźcie, bez obaw, aby służyć!", to tak bardzo mnie dotknęły, że w zasadzie zmieniły całe moje życie.

    Po powrocie z Brazylii, w sumie to w pierwszym tygodniu, napisałam do diecezjalnego duszpasterza młodzieży, że chce pomóc przy ŚDM w Polsce. Choć przez tygodnie nie miałam odpowiedzi, to się nie poddawałam i się przypominałam księdzu, którego wtedy jeszcze w ogóle nie znałam. Czułam taki wewnętrzny głos, że muszę pomóc przy ŚDM i co ciekawe - udało mi się to zrealizować. Przez trzy lata pracowałam w diecezjalnym biurze ŚDM. Ja, człowiek znikąd, nie należący jeszcze wtedy, do konkretnej wspólnoty, zostałam dopuszczona do pracy przy organizacji tak ważnego wydarzenia. I warto też zaznaczyć, że wiele innych swoich słabości musiałam przy okazji pokonać m.in. nie raz jeździłam w niedziele po parafiach znajdujących się na terenie diecezji, by opowiadać ludziom o ŚDM. Nie chcę teraz tu rozpisywać się na temat tego, jak po kolei wyglądały przygotowania, bo nie o to chodzi. Zależy mi na tym, żebyś zrozumiał, że to Pan Bóg, przy pomocy różnych osób, może nam bardzo wyraźnie powiedzieć, czego od nas oczekuje. I choć wszyscy, by mi mówili - nie bój się wejść do wspólnoty, nie bój się zaangażować, to na nic by się to zdało, ponieważ to tylko Pan Bóg może prawdziwie nas „uspokoić".

    Być może zastanawiasz się po co napisałam ten artykuł. W zasadzie chciałam Ci przypomnieć, jeśli jesteś osobą zaangażowaną, że być może, kiedyś czułeś dokładnie to samo, co i ja, ale bałeś się o tym otwarcie mówić. Kiedy będziesz się zastanawiać, dlaczego u Ciebie we wspólnocie nie ma nowych ludzi, może warto pomyśleć, co oni czują, patrząc na Was z zewnątrz. Może jest coś, co sprawia, że młodzież boi się tego co nowe i niepewne. Nie czekajcie Wy na nich, tylko niech oni będą zaskoczeni tym, że Wy jesteście już razem z nimi.

    Jeżeli jesteś kimś, kto czuje aktualnie to samo co ja przed lipcem 2013 roku, to nie poddawaj się! Być może czytając ten artykuł uświadomisz sobie, że i do Ciebie Pan Bóg mówi „Oto Ja! Nie bój się!".

    Zachęcam Was do komentowania. Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze zdanie w tym temacie. 

    Oceń ten wpis:
    „Złoty medal pod kierunkiem najlepszego Trenera – ...
    Moje Camino
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    wtorek, 25, wrzesień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.