Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Przystanek Jezus

    ZDJCIE-1

    Zapraszają Jezusa na Woodstock!

    To chyba najbardziej rozpoznawalny Przystanek… W Kostrzynie nad Odrą, każdego roku, nieprzerwanie od 1999 r., rozbijając swoje pole namiotowe, budzi wiele emocji… W tym roku w dniach 29.07-5.08 już po raz XIX ruszy ogólnopolska inicjatywa ewangelizacyjna „Przystanek Jezus".

    Inicjatorem pierwszego PJ w Żarach (1999) był bp Edward Dajczak, ówczesny biskup pomocniczy diec. zielonogorsko-gorzowskiej, zaś organizatorem Wspólnota św. Tymoteusza – Katolickie Stowarzyszenie w służbie Nowej Ewangelizacji z Gubina pod opieką ks. Artura Godnarskiego, przewodniczącego Stowarzyszenia.

    Przystanek Jezus to miejsce zatrzymania… dla tych, którzy chcą towarzyszyć młodym przyjeżdżającym na Przystanek Woodstock - jeden z największych koncertów muzyki rockowej w Europie gromadzący kilkaset tysięcy młodych, którzy tu próbują stłumić swoje problemy. Przystanek, to miejsce, w którym się czeka… na tych, którzy liczą na otwarte serce i pomocną dłoń. Jak im to zapewnić? Tworząc wyjątkową przestrzeń spotkania z Jezusem. Czy to możliwe w takim miejscu? Czy Jezus chodzi po Woodstocku? Tak, bo co roku zaprasza Go tam rzesza (od 700 do 1200!) ewangelizatorów. To ludzie z Polski, ale także z Niemiec, Anglii, Irlandii, Słowacji, Czech, Białorusi, Ukrainy, Francji, Malezji, Chorwacji, USA, Kamerunu i RPA. Co roku młodzi katolicy pomagają ponad pół miliona młodym uczestnikom festiwalu. Poprzez wspólne Msze św., rozmowy w atmosferze przyjaźni i zaufania, ciekawe występy, przedstawienia artystyczne, a także pomoc psychologiczno-prawną.

    Na szczególną uwagę zasługuje wyjątkowo owocna posługa kapłanów. Chętni, by wysłuchać i porozmawiać, bez pośpiechu, szczerze, proponujący zagubionym duchowe wsparcie, modlitwę, a często także i spowiedź. Dzięki ich posłudze i bliskiej współpracy z ewangelizatorami świeckimi i osobami konsekrowanymi, wielu młodych po długim czasie powróciło do Boga i sakramentalnej Komunii a – uwaga - niejeden odnalazł swoje powołanie do życia kapłańskiego czy zakonnego.


    ŚWIADECTWA:


    Z muzyką jestem szczególnie związany, lecz to, co dokonało się podczas tegorocznego Przystanku Woodstock, jest dla mnie wydarzeniem szczególnie wyjątkowym. Głośna muzyka, świetna zabawa, tłumy szaleją - w dwóch słowach, ukochany festiwal. Młodzi i zbuntowani odnajdują się tam doskonale. Na krótki czas zrzucamy łańcuchy codzienności. W tym roku z powodu wyimaginowanych zagrożeń terrorystycznych na każdym kroku dostrzegaliśmy barierki. Jedynym miejscem, które było pozbawione całej tej przeszkody był teren, a właściwie potężny namiot, pod którym znajdowała się scena. Było to jedyne „otwarte na ludzi" miejsce na całym festiwalu, przy którym stał... krzyż? Więc to ten Przystanek Jezus? Rozejrzałem się wokół i zauważyłem wielu księży oraz siostry zakonne. Co oni tu robią? Czy muszą być nawet tutaj? Odszedłem poirytowany.

    Ostatniego dnia, późną godziną, już po koncercie zespołu, który mnie najbardziej interesował, wybrałem się na "spacer" w kierunku małej sceny, gdzie właśnie grał koncert jakiś mniej znany wykonawca. Kręciło się w tym miejscu zaskakująco wielu "panów w czerni", część z nich rozmawiała z przeróżnymi ludźmi zupełnie nie zwracając uwagi na ich wygląd, ubranie - czy ich brak. Wpadła mi do głowy myśl -byłem wszędzie, wszędzie czułem się jak w domu. Wszędzie, lecz nie w tym Wielkim, górującym nad wszystkim namiocie. Dlaczego więc tam nie pójść?

    Mojej drodze towarzyszyły dziwne myśli. Nie byłem pewien, czy to miejsce jest dla mnie. Jestem przecież tak strawiony i poraniony przez to, co już zdążyłem zrobić. Gdy tylko znalazłem się w namiocie runąłem na kolana. Znajdowałem się na ziemi, nie mając sił, by wstać i podjeść pod scenę. Akurat grała dwuosobowa kapela. Odniosłem wrażenie, że jest to najbardziej kameralne miejsce na terenie całego wielkiego, Przystanku Woodstock. Mimo bliskiego sąsiedztwa z Małą Sceną wsłuchiwałem się jedynie w refleksyjną treść aktualnie granego kawałka, a w głowie szalały myśli i prowadziłem dołujący monolog:

    "Może ten ostatni raz? Czy powinienem spróbować z Nim porozmawiać? Nie, to przecież jest pozbawione sensu. Tak długo go szukałem, wszędzie, odszedłem zbyt daleko.

    Zresztą czy ktoś, kogo tak krzywdziłem będzie chcieć ze mną rozmawiać? Wątpię, że wciąż mnie kocha. Wątpię, czy istnieje." Zaryzykowałem, najwyżej znowu nie odbierze, normalka. Zawołałem: Proszę, przyjdź!. Takiego przypływu ciepła, odczucia bliskości kogoś wyjątkowego, pocieszającego nie odczułem nigdy wcześniej. Z moich oczu płynął strumyk łez. Nie pamiętam, kiedy uroniłem choć jedną, pojedynczą łzę.

    Nie jestem sam?

    Musiało to wyglądać niepokojąco, młoda osoba, klęcząca na trawie, po której polikach płyną łzy? To naturalne, pierwotne, iż chcemy pomóc osobie, która upadła. Ale ja nie upadłem, przynajmniej nie w dosłowny sposób. Podchodziły do mnie osoby, które pytały, czy chcę porozmawiać -wolałem pozostać sam. Przełamałem się dopiero po pewnym czasie. Do rozmowy zaprosił mnie ksiądz, któremu teraz jestem wdzięczny.

    Pomógł mi zrozumieć, co się stało. Mówił do mnie słowami pełnymi miłości. Nie ukrywam, z trudem powstrzymywałem emocje. Odbyliśmy wspólną modlitwę. Ile to czasu już minęło od ostatniej modlitwy wypowiedzianej na głos?

    5 lat, czy więcej? Następnie, posłaniec zapytał, czy może pomodlić się nade mną, modlitwą z dłońmi położonymi na głowie. Ponownie czułem ciepło, ogrzewające. Czułem, że mogę w każdej chwili „odlecieć", upaść... lecz stałem w dalszym ciągu, aż do końca modlitwy zwieńczonej kwestią wypowiedzianą po łacińsku. Jak brzmiało tłumaczenie? Bardzo chciałbym wiedzieć, żałuje że nie zapytałem.

    Przepraszam, za chaotyczność, pisałem to pod wpływem olbrzymich emocji. Mam nadzieję, że spotkanie z Bogiem i Duchem Świętym, w tak nietypowym miejscu sprawi, że

    mój powrót do Kościoła stanie się faktem. Mam głęboką nadzieję, że pojawicie się za rok A wraz z wami, ten wyjątkowy kapłan, z którym przyszło mi rozmawiać!

    Norbert



    Byłem na Przystanku Woodstock po raz piąty. Co roku całkiem przypadkiem trafiam na rozmówców z PJ gdzieś na polu. Jestem człowiekiem niewierzącym, ale rozmowy o Bogu, biblii i wierze nie są mi obce, a wręcz bardzo bliskie, bo chyba wciąż szukam dla siebie właściwej ścieżki choć często wydaje mi się, że mam już wszystko czego mi do szczęścia potrzeba. W tym roku, już w środę idąc na ASP na kabaret poznałem niesamowitą dziewczynę o przepięknym uśmiechu. Ten uśmiech tak mnie urzekł, że nie sposób było chociaż chwilę nie porozmawiać. Jej uśmiech błyszczał podczas gdy słońce zachodziło posypując ostatnimi promieniami woodstockowe pole. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy spotkać się następnego dnia na dłuższą konwersację. PIERWSZY RAZ TAK WCZEŚNIE WSTAŁEM NA FESTIWALU żeby iść z kimś porozmawiać. Ta rozmowa rozbudziła we mnie naprawdę bardzo dużo wątpliwości, jeszcze bardziej zacząłem się zastanawiać nad istnieniem Boga. Kiedy w ostatni dzień czekałem na Nią w namiocie Przystanku Jezus doszło do krótkiej wymiany zdań między mną, a jednym z wolontariuszy. Kiedy opowiedziałem mu o nowej znajomości odpowiedział: "może Ona jest dla Ciebie znakiem od Boga i ma być Twoją drogą, którą trafisz do Niego". Nigdy jeszcze nie czułem czegoś takiego. Zazdroszczę Jej takiej wiary, bez pytań, bez wątpliwości, zazdroszczę, że bezgranicznie ufa Bogu, w którego ja wciąż chyba nie potrafię uwierzyć. Pomodliła się za mnie 2 razy, przy pierwszej rozmowie w czwartkowy poranek (to była Jej prośba) i w sobotni wieczór kiedy się żegnaliśmy (na moją prośbę). Kiedy trzymała mi rękę na sercu czułem...no właśnie, nie potrafię tego opisać słowami, na pewno czułem jak ciepło przepływa przeze mnie, być może Bóg przez Nią to ciepło chciał do mnie wysłać. Nie potrafię sobie wyobrazić co będzie dalej, ale to spotkanie odmieniło mnie w pewien sposób i mam wrażenie, że moje życie może się teraz zmienić. Nigdy nie udaję przed innymi ani przed samym sobą, staram się być po prostu dobrym człowiekiem. Jeszcze nigdy na Woodstocku nie spędziłem tyle czasu w pobliżu Przystanku Jezus Być może napisałem to bez ładu i składu, ale ta historia jest moim podziękowaniem dla tej niezwykłej dziewczyny - była na Przystanku pierwszy raz, a już zrobiła tyle dobrego. Być może stanie się to inspiracją dla innych by nie zaprzestawać poszukiwań, by zadawać pytania, by odnaleźć siebie i swoją drogę, nawet jeśli utraciło się już resztki nadziei. PS Macie fantastyczną energię, zarówno księża, siostry jak i wolontariusze. I piszę to z pełną odpowiedzialnością jako szalony Woodstockowicz, choć na tym etapie życia daleko mi jeszcze do takiej wiary jaką wszyscy tam posiadacie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, bo wzajemny szacunek kształtuje Nas przecież jako ludzi dobrych, niezależnie od tego czy wierzymy czy nie.

    Bartosz



    Witajcie! W tym roku niestety nie mogę być z Wami.Bardzo tego żałuję. Zeszłoroczny Przystanek Jezus i ewangelizacja na nim wniosły do mojego życia wiele dobra...i radość z dzielenia się miłością Jezusa.

    Anna



    Wspaniali ludzie, wspaniali księża którzy zawsze pomogą. Dzięki wam zbliżyłem się jeszcze bardziej do Boga i odmieniłem się na lepsze. Wielkie dzięki. Mam nadzieję, że za rok też was tam odwiedzę. Pozdrawiam

    Grzegorz


    SZCZEGÓŁY: www.przystanekjezus.pl

    Oceń ten wpis:
    Wakacje z misją
    Do Jezusa przez Maryję
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    poniedziałek, 17, grudzień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.