Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Spotkanie

    Wszystko zaczęło się w Niedzielę Palmową 2015 roku. Wróciłam do domu z Dnia Młodzieży Diecezji Pelplińskiej. Spędziłam wspaniały czas w towarzystwie młodych ludzi będących blisko Chrystusa. Czułam się przepełniona Bożą radością... Gdzieś przeczytałam o filmie Spotkanie, który wyreżyserował David A.R. White... Film miał pokazać historię ludzi, którzy spotkali Jezusa... w przydrożnym barze. Stwierdziłam, że taki seans będzie idealny na zakończenie Niedzieli Palmowej. Jak się później okazało, był on początkiem...

    Film był naprawdę niezwykły, nietuzinkowy... Po jego obejrzeniu pomyślałam – "jak wspaniale byłoby spotkać Jezusa w codzienności..." Tak, oczywiście, wiem, że spotykamy Go podczas każdej Mszy... Ale ja potrzebowałam konkretnego znaku (jak zapewne wielu z nas). Chciałam, tak jak bohaterowie filmu, zobaczyć Go w barze, w sklepie albo na ulicy...

    Następnego dnia po lekcjach miałam podejść na parking pod urzędem, w którym pracowała moja mama. Byłam już prawie na miejscu, kiedy nagle... ujrzałam starszego pana wyciągającego do mnie ręce. Poprosił mnie o pomoc w zaniesieniu zakupów do domu. Z chęcią się zgodziłam. Okazało się, że mieszka dosłownie po przeciwnej stronie ulicy, kilkadziesiąt metrów dalej. Wniosłam zakupy na drugie piętro i rozległ się dzwonek mojego telefonu – mama już czekała na mnie w umówionym miejscu. Starszy pan zapewnił, że poradzi sobie z wniesieniem zakupów do mieszkania i mogę już iść. Grzecznie pożegnałam się i poszłam.W drodze do domu opowiedziałam mamie całą historię. Nagle ogarnęła mnie przemożna potrzeba powrotu do tego staruszka, musiałam sprawdzić, czy na pewno udało mu się wejść do mieszkania, czy wszystko w porządku... Poprosiłam mamę, żeby pozwoliła mi wrócić. Po krótkim czasie byłam już w mieszkaniu.

    Starszy pan właśnie zdejmował buty, przed chwilą wszedł do domu. Zaprosił mnie do środka. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać. Staruszek nosił imię Alfons, w maju miał skończyć osiemdziesiąt cztery lata. Ja opowiedziałam o sobie, swojej rodzinie, szkole, zainteresowaniach, wierze. On bardzo ucieszył się, kiedy usłyszał, że staram się żyć blisko Pana Boga. I w tym momencie, po kilku minutach rozmowy, przeszliśmy do spraw najważniejszych. Pan Alfons opowiedział mi o swojej żonie – Helenie. Przeżyli razem całe życie, ona zmarła kilka lat temu. „Tak bardzo ją kocham... To nieprawda, że nie można być wiernym jednej osobie przez całe życie. Można. Teraz bardzo za nią tęsknię, ale wierzę, że spotkamy się w Niebie" – opowiadał. Dowiedziałam się też sporo o Jego relacji z Bogiem. Opowiadał, że to On daje mu siłę, aby każdego dnia być szczęśliwym. Kiedy kocha się Chrystusa, podeszły wiek ani choroby nie są przeszkodą w drodze do szczęścia. Wręcz przeciwnie – one są samą drogą. Dalej mówił: „To dzięki Bogu każdego dnia mogę wychodzić na spacer, podziwiać piękny świat, cieszyć się życiem, spotykać takie osoby jak pani... Ja wiem, że to Jezus postawił panią dzisiaj na mojej drodze..." Ja czułam tak samo – Jezus postawił pana Alfonsa na mojej drodze. W tym momencie do jego oczu zaczęły napływać łzy... Łzy szczęścia i wzruszenia...

    W moim nowym znajomym nie było krzty zgorzkinienia, zmęczenia życiem, żalu. Tylko czysta Boża radość i nadzieja. Jego oczy były pełne uśmiechu i dobroci... Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Powiedziałam, że wrócę za kilka dni, jeszcze przed Świętami Wielkiej Nocy.

    Zaplanowałam, że odwiedzę pana Alfonsa w Wielki Czwartek. Chciałam przygotować dla niego jakiś przedświąteczny upominek. Kupiłam czekoladki i niewielki modlitewnik – rozważania Drogi Krzyżowej – Drogi Szczęścia. Postanowiłam napisać też dedykację, życzenia. W takich dedykacjach lubię zamieszczać cytaty mądrych ludzi. Jedną z moich ulubionych świętych jest Matka Teresa, więc sięgnęłam po zbiór jej listów „Pójdź, bądź moim światłem". Otworzyłam książkę na losowej stronie i poczułam sie jak rażona piorunem... coś (a raczej Ktoś) wstrząsnęło mną od środka. Przeczytałam linijkę tekstu: Jezus jest Starcem, któremu trzeba usłużyć. Boże... Zaledwie wczoraj rozmyślałam o tym, jak cudownie byłoby Cię spotkać w codzienności. Już dzisiaj, jak tylko spotkałam pana Alfonsa, podejrzewałam, że to Ty się ukrywasz pod jego przebraniem. A tu... Zapewniasz mnie o tym. Słowo w słowo – JEZUS JEST STARCEM. To Ty. Poruszona, nie mogłam się skupić przez następne kilka dni. Jeszcze nikomu nic nie opowiadałam. Za przykładem Maryi starałam się wszystko zachowywać i rozważać w swoim sercu. Dam świadectwo, kiedy przyjdzie na to czas. A czas miał nadejść niedługo...

    Przyszedł Wielki Czwartek. Z radościa w sercu wyruszyłam na spotkanie z moim nowym przyjacielem. Zadzwoniłam do domofonu. Nie odbierał. Drugi raz. Nie odbierał. Zadzwoniłam do sąsiadki. "Dzień dobry. Ja do pana Alfonsa..."

    "Ale pan Alfons nie żyje... Zmarł dziś rano." – słyszę odpowiedź. Świat zamarł w bezruchu. Niedowierzanie... Popłynęły łzy, pobiegłam do mamy i opowiedziałam całą historię.

    Bardzo głęboko przeżyłam Triduum Paschalne. Były to dla mnie wyjątkowo piękne dni. Myślę, że dla mojego przyjaciela jeszcze piękniejsze... Przeżył swoje ofiarowanie w Wielki Czwartek. Wielki Piątek spędzony już w Niebie... Warto dodać też, że jego śmierć przypadła w rocznicę śmierci Jana Pawła II.

    Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Wielką Sobotę. Jak nam wiadomo – tego dnia nie sprawuje się Mszy św, więc odprawiona została ona jakis czas później. Bardzo ważnym znakiem jest dla mnie Ewangelia z tej Mszy. Opowiadała ona o uczniach w drodze do Emaus (Łk 24, 13-35). O uczniach, którzy spotkali Chrystusa, ale na początku Go nie poznali... To zupełnie jak ja...

    Niedługo miną dwa lata, odkąd pan Alfons narodził się dla wieczności. Często się za niego modlę i odwiedzam jego grób. Pisząc te słowa czuję jego obecność i wstawiennictwo przed Bożym tronem.

    Moja rozmowa z panem Alfonsem była krótka, ale bardzo owocna. Przypomniałam i lepiej uświadomiłam sobie, że sam Bóg jest źródłem szczęścia. Trzeba tylko chcieć spotykać Go każdego dnia. Tak jak pan Alfons – w swojej miłości do żony, podczas codziennych spacerów, w słonecznej pogodzie... Tak jak ja - w drugim człowieku. Od tego Wielkiego Tygodnia jestem więcej niż pewna, tak – w drugim człowieku. Bóg mi wyraźnie powiedział – To Ja Jestem w tym staruszku.

    Ja, będę obecny – w kolejnych osobach na Twojej drodze. Ota Ja, nie bój się! Teraz spotykam Go częściej, zwłaszcza w osobach starszych. Wtedy On staje się starcem, żebym mogła Mu służyć... Robiąc staruszkom zakupy i wnosząc je do mieszkania. I to jest moje szczęście. Nie boję się. Miłość i służba usuwają strach. Jak pisze święty Jan - „W miłości nie ma lęku".


    Oceń ten wpis:
    Moje bierzmowanie
    To nasze wspólne dzieło!
     

    Komentarze 1

    Emilia w czwartek, 04, styczeń 2018 21:00

    Niezwykle poruszające świadectwo! To wspaniałe ze Marta przekazuje je dalej w świat- dla innych, także potrzebujących znaku...

    Niezwykle poruszające świadectwo! To wspaniałe ze Marta przekazuje je dalej w świat- dla innych, także potrzebujących znaku...
    Already Registered? Login Here
    Gość
    czwartek, 18, październik 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.