Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Wakacje z misją

    wzor-grafiki-partnerw-1222222

    Nie jest ważne ile masz zdolności. Ważne jest czy chcesz się nimi podzielić. Oddaj swój czas. Odbierz bilet do slumsów, buszu i na pustynię….

    Każdego roku żegnamy i witamy na lotnisku wolontariuszy misyjnych. Wyjazd przeżywają oni, rodzina, bliżsi i dalsi znajomi. Usłyszeliśmy, kiedyś od Pani z obsługi lotniska, że wolontariusze są radośniejsi od innych pasażerów. Dlaczego? Przecież jadą spędzić wakacje w slumsach, będą mieszkać w skromnych warunkach. Nie będą chodzić do kina, czy restauracji ani nie znajdą czasu na leżenie i odpoczynek. Wakacje all inclusive? Tego nie chcą. Jadą pomagać.

    W Afryce zobaczą ogromną różnorodność. Nieraz zaskoczy ich miasto, gdzie bogata dzielnica sąsiaduje ze slumsami. Budynki wyposażone w kanalizację, światło, nowocześnie urządzone sąsiaduje z chatą z blachy. W buszu czeka ich brak dróg, prądu i komary malaryczne. W Ameryce Południowej, dokładnie w Peru, w nocy, podczas rozdawania jedzenia i herbaty, a w ciągu dnia w domu dziecka spotkają chłopców ulicy. Czeka jeszcze oratorium na pustyni w Piura. Pomocy potrzebują również ludzie mieszkający na Wschodzie m.in. w Kazachstanie, Ukrainie, Gruzji.

    Niemożliwe w zasięgu ręki

    Można biegać, grać, skakać. Mile widziane są rozmowy, spacery, obecność. Oratorium to świetlica dla biednych dzieci i młodzieży. Nie potrzeba budynku, wystarczy teren i ludzie, którzy tworzą to miejsce. Często podczas misji krótkoterminowych wolontariusze jadą pracować w oratorium. Organizują zawody, bawią się, malują obrazki, rozdają jedzenie. Czasami prowadzą kursy, choć nie zawsze mają potrzebne certyfikaty i kwalifikacje. Ania i Miriam dowiedziały się na miejscu, że będą prowadziły podstawowy kurs komputerowy. Ich reakcja? Śmiech. Potem milczenie, załamanie i… modlitwa o cud. Największym problemem były popsute komputery. Wolontariuszom pomógł Boaz, miejscowy chłopak, który znał się na naprawach. Uczestnicy kursu podzieleni zostali na grupy, przy jednym komputerze trzy osoby. W końcu dotknęli myszki i rozpoczął się kurs. Udało się!

    Nie wszyscy marzą i planują wyjazd na wolontariat misyjny. Czasami jest to cicha (trochę natarczywa) myśl w głowie. Joannie wydawało się, że jeden puzzel w jej życiu nie pasuje do całości. Jakby ułożyła go odwrotnie. Nie chciała jechać na wolontariat misyjny, ale źle ułożony element nie dawał jej spokoju. Wyjechała do Etiopii. Zajmowała się najmłodszą grupą dzieci. Bawiła się z nimi pod gołym niebem. Do dyspozycji miała kilka piłek, zabawek i własną kreatywność. Po powrocie okazało się, że to nie ona pomagała, ale te dzieci pomogły powiększyć jej ciasne serce. „Nie mogę powiedzieć, że te dzieci wzięły szturmem moje serce. Nie, to raczej przypominało drążenie skały kroplą wody. Codziennie, gdy chciały, abym je podnosiła i przytulała. Kap, kap. Kiedy z zaciekawieniem dotykały moich włosów i zaplatały mi warkoczyki. Kap, kap. Kiedy siadały obok mnie i mówiły do mnie: kondzio (piękna). Kap, kap. Kiedy gładziłam je po ich małych buźkach i też im mówiłam, że są piękne. Kap, kap. Kiedy z mniejszymi lub większymi sukcesami uczyły się alfabetu. Kap, kap. Kiedy były niesforne, nie wykonywały moich poleceń i dzięki temu uczyły mnie cierpliwości. Kap, kap! Pan Bóg chciał posłużyć się ich małymi rączkami do rozszerzenia mojego serca, chociaż o milimetr. I wiecie co? Udało Mu się!"

    Męskie zajęcia

    Wolontariat to też konkretne zadania do wykonania. Potrzebne są ręce do remontów, malowania, naprawy. Czasami ktoś o wyspecjalizowanych umiejętnościach. Grzegorz przez 55 dni przejechał tysiące kilometrów kazachskich dróg. Pomagał przy budowie klasztorku, kładł kable, wywiercał dziury i układał płytki. Pomagał zakładać nagłośnienie w katedrze w Astanie, potem w Karagandzie. Oprócz pracy fizycznej spotykał się z młodzieżą. Wyjaśniał im zawiłości i symbolikę Mszy Świętej, rozmawiał o ich problemach oraz dylematach. Przygotował i rozdawał z nimi ulotki o czwartkowych spotkaniach formacyjnych.

    Wojtek po ukończonych studiach medycznych wakacje spędził w sierocińcu i przychodni zdrowia w Zambii. Diagnozował i opiekował się chorymi dziećmi. Wojtek napisał, że misja to coś więcej niż praca: „Misja to dzieci. Dziesiątki uroczych dzieciaków, które garną się, żeby je pogłaskać, przytulić, poświęcić chwilę uwagi. Misja to zieleń otaczającej natury – w porze deszczowej zapiera dech w piersiach! Misja to rozgwieżdżone afrykańskie niebo – W Polsce jeszcze takiego nie widziałem. Misja to wschody słońca, gdy zaspany idę na mszę i otacza mnie poranna mgła. To modlitwa w ciszy kaplicy pod koniec dnia, gdy słychać własny oddech i powolne bicie serca. To wspólne posiłki z innymi wolontariuszami. Wspólne rozmowy. Dyskusje."

    Misja blisko domu

    Paula nie zdecydowała się na wyjazd na inny kontynent. Wybrała kraje sąsiadujące: Czechy i Austrię. Jak tam być misjonarzem? Czasami jest to praca bardziej wymagająca niż z uśmiechniętymi dziećmi, które czekają na każde nasze słowo i gest. Na początku Paula wychodziła do pracy z dystansem i wątpliwościami. Jej podopieczni byli chorzy i nieprzyjemnie pachnieli. To bezdomni. Z czasem przestała przychodzić do nich ze strachem i obrzydzeniem. Poznała ich. Odkryła, że mają oni swoją godność, są uprzejmi i kulturalni, na czas rekolekcji potrafią nie tknąć alkoholu. Zawsze ją pozdrawiają i pytają, czy nie przeszkadza jej dym z papierosów. Wyszła na ulicę, do tych, których zawsze omija, aby odkryć człowieka. Nikt jej nie oceniał, nie pytał o studia, pracę, rodzinę, nie narzekał, że nie zna języka czeskiego. Przyjęli ją taką, jaka jest. Wyjeżdżając usłyszała: „Paula, pamiętaj, że jesteś umiłowanym dzieckiem Boga".

    Powrót

    Po 2-3 miesiącach wolontariusze krótkoterminowi wracają do domu. W Polsce raczej niewiele zmieniło się przez ten czas. Oni dostrzegają bardzo wiele różnic. Ich świat przed i po powrocie się przeobraził. Jednak są to przemiany, które zaszły w nich. Doświadczyli życia skromniejszego, bez europejskich luksusów, ciągłego planowania i pośpiechu. Uczyli się, życia tu i teraz. Wracają z uśmiechem na twarzy, setkami historii i większym zaufaniem. Jechali, aby dawać z siebie, a wrócili z lekcją pokory, że sami więcej otrzymali.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się o formacji misyjnej w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie i rozważyć wyjazd na wolontariat misyjny, zajrzyj na naszą stronę: http://misjesalezjanie.pl/wolontariat/




    Magdalena Piórek

    Tekst pochodzi z wakacyjnego numeru "Wzrastania".

    https://gotow.pl/glowna/77-wzrastanie-lipiec-sierpien-2018.html

    Oceń ten wpis:
    Wakacje wczoraj i dziś
    Przystanek Jezus

    Related Posts

     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    poniedziałek, 17, grudzień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.